A  A  A

. . . wróć

1000 km na handbike'u w Górach Betyckich

Relacja z wyprawy. Czytaj w dalszej części newsa. Niepełnosprawność to słowo, które wciąż błędnie wielu ludziom kojarzy się z ograniczeniami – człowiek niepełnoprawny to według wielu ktoś, kto nie może żyć normalnie, i niestety ktoś, kto owej normalności nie jest w stanie osiągnąć. Właśnie z tymi i innymi stereotypami dotyczącymi osób z dysfunkcjami fizycznymi postanowiła walczyć grupa młodych przyjaciół, która pod hasłem „NA HANDBIKE’U KOBIETA NA PICO DEL VELETA” organizuje niezwykłą wyprawę.

1000 km na handbike'u w Górach Betyckich

Relacja z wyprawy

NA HANDBIKE'U KOBIETA NA PICO DEL VELETA – takie hasło towarzyszyło mi w tegorocznej wyprawie, którą odbyłam 02.10.2012. Wspólnie z trzema zaprzyjaźnionymi chłopakami wyruszyliśmy do Hiszpanii, aby tam spróbować naszych sił w pokonywaniu najwyższych podjazdów Andaluzji na handbike’u, czyli specjalnym rowerze, napędzanym siłą rąk.

Gdyby pięć lat temu ktoś powiedział mi, co mnie czeka – nie uwierzyłabym. To właśnie wtedy, wskutek zakażenia centralnego układu nerwowego straciłam władzę w nogach, a wraz z nią wiarę, że jeszcze kiedyś będę mogła aktywnie przeżywać każdy dzień. W trudnych momentach towarzyszyły mi myśli, że wózek inwalidzki pozbawi mnie jakiejkolwiek aktywności, a wraz z nią radości życia.

Sytuacja się zmieniła, kiedy zaczęłam odkrywać, że nie jestem sama ze swoim problemem, że wokół mnie są ludzie, których dotknęły podobne ograniczenia. Ale dostrzegłam w nich niesamowitą chęć „walki” o każdy dzień i siłę do pokonywania swoich słabości. Fizyczne ograniczenia nie pozbawiły ich możliwości uprawiania sportu, a tym samym kształtowania swojego charakteru.

I właśnie wtedy zaproponowano mi możliwość uczestniczenia w wyprawie rowerowej do Hiszpanii. Nie wahałam się zbyt długo. Potraktowałam to jako wielką szansę na pokonanie własnych barier.

Pomysłodawcą oraz organizatorem podróży był Karol Kleszyk oraz Fundacja „Bariera”. Kolega Szymon Świrta zgłosił nasz udział w konkursie „Miej odwagę”, organizowanym przez panią Olgę Morawską i firmę Alpinus. Wygrana w konkursie, oraz sprzęt niezbędny do wyprawy umożliwiły nam zrealizowanie naszego projektu. Go grona sponsorów dołączyła również firma GPS z Krakowa. Celem wyprawy było zdobycie na handbike’u szczytu Pico del Veleta (3392 m n.p.m.), do którego prowadziły liczne przełęcze i podjazdy.

Musiałam włożyć wiele trudu w odpowiednie przygotowanie się do tak wielkiego wyzwania, jakie stanęło przede mną. Zajęło mi to ponad rok. W tym czasie razem z moim chłopakiem ćwiczyliśmy jeżdżąc na specjalnym rowerze po krakowskich ścieżkach i pokonując podjazdy, m.in. na Kopiec Kościuszki. Firma GTM Mobil zaoferowała pomoc w zakupie sprzętu, finansując w 50% zakup roweru. Kiedy pogoda nie pozwalała na jazdę na rowerze ćwiczyłam na rolce, aby nie stracić kondycji.

Zanim wyruszyliśmy do Hiszpanii pożegnała nas założycielka fundacji „Bariera” pani Ania Waligóra, życząc nam powodzenia. Podróż zajęła nam 33 godziny. Dzięki uprzejmości firmy Express mogliśmy skorzystać ze specjalnie przystosowanego do wyprawy busa. Bez problemu mogliśmy zabrać ze sobą trzy rowery i cały nasz bagaż. Trzech kierowców Artur, Szymon i Karol zapewniało nam bezpieczną jazdę z kilkoma przystankami po drodze. 

 

Po przyjeździe do południowej Hiszpanii zatrzymaliśmy się na obiad w nadmorskim miasteczku La Mamola, skąd wyruszyliśmy w trasę już na rowerach. Niesamowite widoki, które towarzyszyły nam przy stromym podjeździe w kierunki wioski Polopos, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej nie byłam w górach na takiej wysokości. Pokonałam tam 1100 m przewyższenia. Odwagi i siły dodawała mi cały czas fachowa pomoc, dzięki której wszystko przebiegało bez komplikacji. Trud i wysiłek zrekompensował nam uroczy pejzaż Andaluzji.

W trakcie całej wyprawy nie obyło się oczywiście bez przygód. Pamiętam, jak podczas jednego z noclegów w naszej bazie odwiedził nas, a raczej zakradł się nieproszony gość. Lis pozbawił nas resztek jedzenia. Dzielni chłopcy zorganizowali błyskawicznie akcję polowania na lisa pod kryptonimem „bijlisa.pl” 

Przed nami był cały czas najważniejszy moment i cel wyprawy, czyli Pico del Veleta. Aby zmierzyć się z najtrudniejszym podjazdem udaliśmy się do Granady, skąd trasa 50 km poprowadziła nas do wymarzonego celu. Przewyższenie jakie miałam pokonać wynosiło 2500 m.

Miałam świadomość, że łatwo nie będzie, zwłaszcza, że odczuwałam delikatne zmęczenie po rozgrzewce z poprzedniego dnia. Według naszego planu wyprawa na Pico del Veleta powinna nam zająć dwa dni. Wyruszyliśmy wcześnie rano. Jechałam zawsze w środku, a Karol i Szymek jechali przede mną lub za mną na zmianę, zapewniając mi w ten sposób poczucie bezpieczeństwa. Prędkość wjazdu na szczyt wahała się od 4 do 7 km/h. Każdy pokonany odcinek trasy powodował coraz większe zmęczenie, ale równocześnie dawał ogromną satysfakcję. W odległości kilku kilometrów od szczytu droga była żwirowa, miejscami pokryta śniegiem. Uniemożliwiało to niestety przejazd rowerem, dlatego chłopcy przenosili mnie razem ze sprzętem. W żaden sposób nie zniechęciło nas to do dalszej jazdy. Około godziny 18:00 dotarliśmy na miejsce. Emocje, które mi wtedy towarzyszyły trudno opisać słowami. To trzeba po prostu przeżyć…

Bardzo niska temperatura zmusiła nas niestety do szybkiego powrotu do bazy. Zjazd był również niesamowity, liczne serpentyny zapewniały sporo adrenaliny. Nie obyło się niestety bez złapania gumy w przednim kole. Po dwóch godzinach dotarliśmy na parking, gdzie jak nigdy przedtem smakowała nam gorąca herbata z miodem. Widoki Granady, roztaczające się wokoło, przekonały nas do pozostania na miejscu i nocowania w namiocie. Rano po wymianie dętki ruszyliśmy dalej w stronę Granady, gdzie pozostaliśmy jeszcze przez jeden dzień, aby zregenerować siły. Wolny czas poświęciliśmy na zwiedzanie miasta i pamiątkowe zdjęcia, które również w tym czasie wysłaliśmy do Polski razem z pozdrowieniami. Następnego dnia odbyliśmy dalszą część wyprawy, którą stanowiły podjazdy Sierra Nevada. Przed wyruszeniem w trasę nocowaliśmy w pobliżu miejscowości Beznar na polu wiatrakowym, nieświadomi czy to było legalne. Po „nocy wiatraków” skierowaliśmy się w stronę miejscowości Laroles, a po kilku dniach dotarliśmy do Ogivy, zataczając pętlę około 200 km. Do Polski wróciliśmy 14 października nad ranem.

Ta wyprawa uświadomiła mi, że każdy, kto ma marzenia i siłę do ich realizacji może je spełnić, niezależnie od niepełnosprawności. Wszelkie bariery, które sobie wyznaczamy tkwią w nas samych i my sami możemy je pokonać. A marzenia nie są po to, aby je odkładać na później, ale po to, by je realizować, tu i teraz.

Zdjęcia z naszej wyprawy są dostępne na stronie www.wyprawyrowerem.pl

Karina Jasińska

 


Uczestnicy wyprawy
 

 

1 października 2012 rozpocznie się wyjątkowa wyprawa – Karina Jasińska –  wspierana przez grupę młodych ludzi z ramienia  Fundacji „Bariera”, rozpocznie na handbike’u górską wyprawę na najwyższe  przełęcze leżące w paśmie Sierra Nevada w południowej Hiszpanii. Karina to studentka II roku psychologii, która od lat porusza się na wózku inwalidzkim. Nie zawsze tak było – Karina jako nastoletnia dziewczyna, w wyniku zakażenia centralnego systemu nerwowego straciła wadzę w nogach.  To niewątpliwie bolesne wydarzenie w jej życiu, nie przyćmiło marzeń, które towarzyszyły jej już podczas nauki w technikum lotniczym. Nadal chce podróżować po świecie i poznawać jego najpiękniejsze zakątki. Pełna zapału, zdeterminowana i gotowa na walkę ze swoimi słabościami, podjęła się trudnej wyprawy w hiszpańskie pasma Sierra Nevada.
 

Odbycie tej niewątpliwie spektakularnej podróży nie było by dla Kariny jednak możliwe bez pomocy i współpracy wielu ludzi, którzy tak samo jak ona pragną pokazać światu, że niepełnosprawność nie jest żadnym fizycznym ograniczeniem, a barierą, która tkwi w głowach wielu ludzi, w myśl słów Thora Heyerdahla. „Granice? Nigdy nie widziałem żadnej.  Ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi”. Organizatorem  i pomysłodawcą tej spektakularnej wyprawy jest Karol Kleszyk – miłośnik gór i niestrudzony podróżnik, który na swoim koncie ma wiele niezapomnianych wypraw. Dwa lata temu wraz z kolegą przejechał pustynię Gobi w Mongolii. Z kolei w 2011 r. uczestniczył (wraz z Szymonem Świrtem) w 1000 km podróży niewidomego Pawła po bezdrożach Ameryki Południowej zdobywając pustynię Atacama, Salar Uyuni, wulkan Mirador de Caltama oraz sześciotysięcznik Huayna Potosi.
 

Swym doświadczeniem Karinie i Karolowi w podróży służyć będzie również Szymon Świrta. Jemu, nieprzypadkowo, powierzona została opieka medyczna nad uczestnikami wyprawy. Brał on bowiem udział już w wielu wyprawach rowerowych m.in. do Chin, Mongolii, Rosji, Hiszpanii.


Cel podróży


Namacalnym celem wyprawy jest przejazd rowerem napędzanym siłą rąk, tzw. handbikem na wysokość 3400 m n.p.m. W plan podróży zakłada, że po przyjeździe do Granady rowerzyści ruszą na Pico del Veleta, stamtąd wyruszą  na północny zachód w kierunku Alicanty. W planach podróży jest między innymi zdobycie szczytu Pico del Veleta (3392 m n.p.m.). Wyprawa będzie trwała 20 dni, podczas których podróżnicy pokonają dystans ponad 1000 km, przez najważniejsze przełęcze gór Sierra Nevada. Będzie to pierwsza polska wyprawa rowerowa na handbike’u z kobietą niepełnosprawną.


Przesłaniem wyprawy ma być pokazanie ludziom, że wiara w siebie, silna wola i ogromna siła sprawiają, że przed każdą niepełnosprawną osobą otwierają się bardzo szerokie możliwości, tak samo jak przed każdym w pełni zdrowym człowiekiem. Wyprawa ma również przełamać stereotypowe myślenie, przekroczyć bariery i skruszyć lody, które ciągle oddzielają ludzi zdrowych od niepełnosprawnych. Wciąż bowiem stereotypy dotyczące ludzi niepełnosprawnych, które mocno zakorzenione jest w myśleniu naszego społeczeństwa, co nie ma przecież żadnego uzasadniania


Media i sponsorzy


Nasze wyprawy pobudzają osoby niepełnosprawne do aktywizacji i dają nadzieję na realizowanie swoich marzeń.

Więcej informacji na stronie www.wyprawyrowerem.pl

. . . wróć